O żałobie narodowej jako wydarzeniu medialnym

Opublikowano:

Łukasz Michoń | Wrocław

ABSTRAKT

Publikowane w tomie teksty stanowią zapis dwóch pierwszych etapów eksperymentu humbugizowania antropologii. W pierwszym z nich zaproponowałem interpretację żałoby narodowej ogłoszonej po katastrofie lotniczej z 10 kwiet­nia 2010 roku w kategoriach wydarzenia medialnego przebiegającego według schematu narracyjnego mającego siłę przenoszenia widzów telewizyjnych w czas święty. Zabieg przeniesienia rzeczywistego wydarzenia w sferę wirtualną stanowił inspirację do tego, aby napisać, wraz z Iwoną Morozow, scenariusz postmodernistycznego filmu dokumental­nego. Dwa teksty publikowane w jednym tomie stanowią zatem zaproszenie do realizacji trzeciego i ostatniego etapu projektu czyli realizacji filmu. W efekcie podjętych działań chcemy, aby powstał multimedialny hipertekst.

słowa kluczowe: wydarzenie medialne, antropologia performatywnna, żałoba narodowa, popularyzacja antropolo­gii, antropologia postmodernistyczna, nietradycyjne formy przedstawiania w antropologii.

Pozostają już tylko egzorcyzmy2.
J. Baudrillard

_________________________________________________

1 » Tekst oryginalnie był opublikowany tutaj: Ł. Michoń, O żałobie narodowej jako wydarzeniu medialnym [w:] J. Baran, K. Górny (red.), Uwagi w kwestii poznania. Księga jubileuszowa prof. Adama Palucha, Kolbuszowa-Wrocław: b.n.w., 2013, s. 231–240.
2 » J. Baudrillard, O uwodzeniu, tłum. J. Margański, Warszawa: Wydawnictwo „Sic!”, 2005, s. 5–6.

_________________________________________________

10 kwietnia 2010 roku około godziny 9:10 dziennikarz radia Tok Fm Marcin Graczyk prowadzący program Ranni politycy poinformował słuchaczy: „Jak podaje telewizja TVN 24, według wstępnych informacji, samolot z Pre­zydentem się rozbił. To wiadomość nieoficjalna, ale podana przez MSZ. W tym czasie głosy zaproszonych do studia polityków ucichły. Ledwo słyszalnie, ktoś z nich powiedział – „O Boże”. W nadajniku słychać było tyl­ko szmery, których w medium takim jak radio należy unikać i czym prędzej niwelować. Marcin Graczyk prze­rwał nieczytelne dla słuchaczy pomruki, mówiąc zdecydowanym głosem: „Poczekajmy na potwierdzenie tej informacji i zobaczymy, co się będzie wydarzało dalej na bieżąco”. W ten sposób dziennikarz radiowy intu­icyjnie odesłał wszystkich słuchaczy do innego medium, jakim jest telewizja. W tym momencie, z mojej per­spektywy, symbolicznie rozpoczęło się jedno z największych wydarzeń medialnych3 we współczesnej Polsce. Baudrillard zapewne pokiwałby głową, gorzko się uśmiechnął i przyznał, że znowu naszym miejscem stał się ekran4. Rzeczywiście, w pierwszych godzinach od katastrofy (10:00 – 13:00) za pośrednictwem kanałów tele­wizyjnych wydarzenia związane z katastrofą śledziło ponad dziewięć i pół miliona osób5, co stanowiło ponad 86% udziału w rynku telewizyjnym. Tego samego dnia, po południu, Rada Ministrów na specjalnym posie­dzeniu ogłosiła ogólnonarodową żałobę, która miała trwać do 18 kwietnia 2010 r. W niedzielę, między 15:20 a 17:10, telewizje – transmitujące przywitanie ciała prezydenta na Okęciu i kondukt żałobny idący ulicami Warszawy – zebrały przed nadajnikami ponad 13 mln widzów, co stanowiło około 85% udziału w rynku6.

W tym szczególnym czasie, rywalizujące na co dzień o widza telewizje, przestały się od siebie róż­nić. Ich relacje, często łączone7, przebiegały według tego samego scenariusza i były identycznie narra­tywizowane i celebrowane. Wszystkie solidarnie zrezygnowały z emitowania reklam, co niechybnie za­powiadało nastrój niecodziennych wydarzeń. We wszystkich przekazach komentatorzy w teatralnym skupieniu podkreślali na wiele sposobów niewyrażalną w słowach „ogromną stratę dla narodu”. Dotych­czasowi rywale polityczni mówili jednym głosem o ciepłych i bliskich relacjach, jakie łączyły ich z tra­gicznie zmarłymi ludźmi, którzy, co prawda, byli czasami ich przeciwnikami politycznymi, ale prywatnie dobrymi kolegami, a nawet przyjaciółmi. W ten sposób zmiana języka medialnego zdradzała przejście z czasu profanicznego – codziennego, w czas święty, w stan communitas, jakby określił to Victor Turner8.

_________________________________________________

3 » „Wydarzenie medialne to uroczystość, która stanowi urlop od codzienności, której uświęcone treści traktowane są z na­maszczeniem i której oddana widownia czynnie w niej uczestniczy” [za:] W. Godzic, Wstęp do wydania polskiego, [w:] D. Dayan, E. Katz, Wydarzenia medialne. Historia Transmitowana na żywo, tłum. A. Sawisz, Warszawa: „Muza”, 2008, s. 8.
4 » J. Baudrillard, Wojny w Zatoce nie było, tłum. S. Królak, Warszawa: Wydawnictwo „Sic!”, 2006, s. 9.
5 » Dane za: Wirtualnemedia.pl, Miliony widzów oglądało relacje po tragedii pod Smoleńskiem, www.wirtualnemedia.pl/ar­tykul/miliony-widzow-ogladalo-relacje-po-tragedii-pod-smolenskiem (20.06.2012).
6 » Tamże.
7 » Wirtualnemedia.pl, TVP, TVN i Polsat przez weekend razem,
www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-tvn-i-polsat-przez -weekend-razem (10.07.2012).
8 » V. Turner, Od liminalności do liminoidalności w zabawie, przepływie i rytuale, [w:] Tenże, Od rytuału do teatru, tłum. M. i J. Dziekanowie, Warszawa: „Volumen”, 2005, s. 92–93 i dalej: V. Turner, Proces rytualny. Struktura i antystruktura, tłum. E. Dżurak, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2010.

_________________________________________________

W przedstawieniach medialnych społeczeństwo znalazło się w fazie liminalnej. Według nich nastąpił czas wspólnotowy, czas jednomyślności i braku podziałów. W tym okresie dotychczasowe różnice statusów społecznych, różnice polityczne i inne, tak charakterystyczne dla struktury społecznej, przestały odgrywać dominującą rolę. Telewizyjny teatr dnia codziennego został zastąpiony teatrem święta. To właśnie wtedy pojawiały się wszelkie możliwe wyjaśnienia tego, co się stało, oparte na logice specyficznej dla transforma­cji metaforyczno-metonimicznych charakterystycznych dla myślenia magicznego. Uważnych antropologów współczesności specjalnie to nie zdziwiło i nie zaskoczyło, bowiem to właśnie w ten sposób dynamicznie kształtują się symbole, które jeszcze przez wiele lat będą regulować dyskurs dotyczący przyczyn tragedii jak i jej sensu. Innymi słowy – w tym właśnie czasie media stymulowały dynamiczny proces budujący symbo­liczny grunt pod przyszłe dramaty społeczne9. Na nie jednak przyjdzie czas po żałobie10. W międzyczasie z całego świata spłynęły do Polski kondolencje, które doskonale wpisały się w glo­balny scenariusz medialnego wydarzenia koronacji11. Ponadto 23 kraje ogłosiły żałobę narodową, pod­kreślając w ten sposób zażyłe związki z Polską i Polakami. W innych globalnych wydarzeniach medial­nych podkreślano wyjątkowy charakter wydarzeń w Polsce, dlatego na przykład przed meczem Realu Madryt z FC Barceloną zwanych Grand Derbi, których popularność mierzyć można liczbą ponad dwóch miliardów ludzi zgromadzonych przed telewizorami, uczczono ofiary katastrofy minutą ciszy. Piłkarze z Madrytu zagrali z czarnymi opaskami na ramionach, solidaryzując się z rezerwowym bramkarzem ich drużyny – Jerzym Dudkiem. Dzięki mediom wydarzenia w Polsce stały się teatrem, którego odbiorcami byli ludzie z całego świata. Przez chwilę „wszyscy” mogli poczuć się Polakami. Przy czym nikt nie musiał znać lokalnego kontekstu polityczno-społecznego. Wystarczyło bowiem rozumieć to wydarzenie, o ile potrafi się rozpoznać scenariusz, według którego było ono relacjonowane. A scenariusz był już gotowy od dawna. Gotowa była forma opowieści, scenopis, który konstytuuje możliwości narracyjne gatunku, jakim jest Koronacja. To według jej logiki następuje przewidywalny podział ról w ramach relacjonowa­nego spektaklu oraz sposób, w jaki zostanie on przedstawiony. Innymi słowy, ceremonia przebiegała według reguł ustalonych przez tradycję, mimo iż całkiem niedawno wynalezioną12. Właśnie dlatego po­grzeb pary prezydenckiej opierał się m.in. na elementach scenariusza wydarzeń z 1927 roku, kiedy z roz­kazu Józefa Piłsudskiego na Wawelu pochowano Juliusza Słowackiego13.

_________________________________________________

9 » V. Turner, Gry społeczne, pola i metafory, tłum. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2005.
10 » D. Kosiński, Teatra Polskie. Rok katastrofy, Warszawa-Kraków: Wydawnictwo „Znak”, 2013.
11 » „Jeden ze scenariuszy medialnych nazwany Koronacją obejmuje tak samo śluby jak i pogrzeby bardzo znanych osób” [za:] D. Dayan, E. Katz, dz. cyt., s. 69–106.
12 » Czytaj: E. Hobsbawn, T. Ranger, Tradycja wynaleziona, tłum. M. Godyń, F. Godyń, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2008.
13 » Rozmowa Romana Pawłowskiego z Dariuszem Kosińskim, Euro 2012 zamiast Wawelu?, http://wyborcza.pl/1,76842,7830886,Euro_2012_zamiast_Wawelu_.html (19.09.2010), czytaj także: D. Kosiński, Teatra polskie: historie, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, 2010, s. 303–304.

_________________________________________________

17 kwietnia o godzinie 12:00 na pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie odbyły się główne uro­czystości żałobne. Z całego świata do PAP wpłynęło ponad trzy tysiące próśb14 o akredytacje dziennikar­skie. Relację z ceremonii pogrzebowej na Wawelu prowadziło na żywo 1815 zagranicznych stacji telewizyj­nych, wśród nich m.in. CNN i BBC. Przypadkowo oglądałem relację transmitowaną CNN. Towarzyszyli mi studenci z Erasmusa – Turek, Belg, dwóch Francuzów i Fin, którzy nie mogli oderwać oczu od telewizora. Nie przeszkadzało im, że CNN nie tłumaczyło słów aktorów grających w medialnym spektaklu. Studentom wydawało się, że wszystko jest oczywiste i nie wymaga żadnego specjalnego wyjaśnienia. Pytali jednak, dlaczego nie pojechałem do Krakowa, aby pożegnać swojego prezydenta. Odpowiedziałem przewrotnie, że oglądając razem z nimi relację telewizyjną o wiele więcej i dokładniej zobaczę. Zgodzili się ze mną. Zdzi­wili się jednak, że w akademiku, w którym byliśmy, nie było podniosłej atmosfery, mimo że na zewnątrz wisiały flagi z kirem, który jeszcze kilka dni wcześniej był fragmentem foliowego worka na śmieci. „Era­zmusowcy” dziwili się także, dlaczego Polacy nie siedzą tłumnie przed telewizorem, że nie gromadzą się, aby oglądać razem relację z Krakowa. Zmęczony całonocnymi rozmowami Polaków, nie miałem ocho­ty odpowiadać na te wszystkie pytania cudzoziemców. Przysiadłem się bliżej Baudrillarda i odtąd razem gorzko uśmiechaliśmy się, w duchu komentując grę i role napisane dla poszczególnych postaci spektaklu. Jeśli wierzyć statystykom, polskie relacje telewizyjne z pogrzebu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu zgro­madziły przed telewizorami ok. 13 mln. osób16. Z pewnością można mówić o wydarzeniu medialnym w Polsce, które posiadało globalną recepcję bez względu na jego lokalny kontekst. W wyniku relacji prze­biegających według ustalonego scenariusza medialnego, ludzie na całym świecie zobaczyli obraz Polski zjednoczonej, obraz Polaków jednomyślnych i stanowiących wspólnotę, która gromadnie wylała się z do­mów, zapełniając Kraków 150-tysięcznym tłumem opłakującym ostatnią drogę pary prezydenckiej. Jed­nocześnie współcześni badacze mediów po raz kolejny doświadczyli dramatu przeniesienia rzeczywistego wydarzenia w sferę wirtualną. Konsekwencje tego aktu mogą okazać się ogromne, bowiem tragedia smo­leńska i żałoba narodowa dla wielu stracić mogła swoją realność, stając się jedynie wirtualnym spektaklem mogącym wywołać poczucie dogłębnego zobojętnienia. Parafrazując po raz kolejny genialnego socjologa, można się zastanowić, czy w istocie tym, czego doświadczaliśmy w czasie rzeczywistym, nie było wydarze­nie, lecz raczej rozgrywający się na naszych oczach w powiększeniu (innymi słowy, w wirtualnym rozmiarze obrazu) spektakl degradacji wydarzenia i jego widmowego wywołania w komentarzu, wielomównej insce­nizacji gadających głów, które uwidaczniały jedynie niemożliwość tragedii i wiążącą się z nią nierealność17.

_________________________________________________

14 » J. Jałowiec, A. Zadroga, Kraków przeżywa najazd zagranicznych mediów,
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,7776661,Krakow_przezywa_najazd_zagranicznych_mediow.html (22.09.2010).
15 » Wirtualnemedia.pl, Stacje z całego świata relacjonowały pogrzeb Lecha Kaczyńskiego, www.wirtualnemedia.pl/artykul/ stacje-z-calego-swiata-relacjonowaly-pogrzeb-lecha-kaczynskiego-foto (30.10.2010)
16 » Wirtualnemedia.pl, 13 mln widzów oglądało pogrzeb prezydenta Kaczyńskiego, www.wirtualnemedia.pl/artykul/13-ml­n-widzow-ogladalo-pogrzeb-prezydenta-kaczynskiego (4.10.2010).
17 » J. Baudrillard, Wojny w zatoce nie było…, s. 51–52.

_________________________________________________

Nie wszyscy jednak doświadczyli tej ogromnej pustki. Byli tacy, którzy nie potrafili odróżnić telewizyjnej fikcji od realnego życia społecznego18. Tacy, którzy pragnąc poczucia przynależności do wspólnoty, ogląda­li relację z Krakowa, instynktownie zwracając uwagę na szerokie kadry i migotliwie pojawiające się w nich symbole narodowe. Widzowie-statyści siedzący przed telewizorami starali się ocalić w ten sposób realność transmitowanych wydarzeń. Wzruszali się tylko wtedy, jeśli obraz panoramiczny wypełniony był ludźmi. Raz za razem okazywali emocje na widok tłumu banalnie powiewającego flagami19. Ten obraz jeszcze jest w stanie przywołać w nich poczucie przynależności do zmitologizowanej wspólnoty narodowej. Z pewnością międzynarodowe relacje stworzyły specyficzny obraz Polski i Polaków. W tym kontek­ście można mówić o wizerunkowym sukcesie, który spowodował wzrost zainteresowania naszym krajem wśród potencjalnych turystów. To właśnie oni mogą odwiedzić Polskę w poszukiwaniu współczesnych wysp rajskich, które zachowały jeszcze szczerą i prawdziwą religijność, wspólnotowość oraz gościnność. Co bardziej przedsiębiorczy będą organizować pielgrzymki medialne20 śladem pierwszoplanowych boha­terów tragedii smoleńskiej. Czy można sobie wyobrazić lepszą reklamę dla takich działań, niż przywoła­ne tutaj wirtualne wydarzenie? Na pewno do podobnych zjawisk wirtualnych możemy zaliczyć te, które miały miejsce w Nowym Jorku 11 września 2001 roku, uroczystości pogrzebowe związane ze śmiercią Jana Pawła II, Igrzyska Olimpijskie, Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej oraz Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. Te ostatnie, które odbyły się w Polsce i na Ukrainie w 2012 roku, zebrały przed telewizorami po­dobną publiczność, jak w kwietniu 2010 r.

Warto się zastanowić nad własną recepcją żałoby narodowej jako jednego z ostatnich z polskich wy­darzeń medialnych, którego przebieg był tak przewidywalny, jak sugerowali to niezwykle inspirujący ba­dacze naszej współczesności i tak brzemienny w skutki, jak wcześniej przewidzieli to antropologowie…

Rozwinięcie, zamiast zakończenia

Gdy rozpoczynałem karierę, pisałem przede wszystkim dla swoich nauczycie­li. Chciałem im dowieść, że zrozumiałem ich lekcję i potrafię ją wykorzystać, że mam coś do zaoferowania. Później zacząłem dbać o coś innego i zwracałem się do sobie równych. Niekiedy robiłem to w duchu rywalizacji, lecz częściej – tak sądzę i taką mam nadzieję – w duchu współpracy21.
Jeffrey C. Goldfarb

_________________________________________________

18 » T. Szlendak, T. Kozłowski, Naga małpa przed telewizorem, Warszawa: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2008, s. 84–149.
19 » Czytaj: M. Billig, Banalny nacjonalizm, tłum. M. Sekerdej, Kraków: Wydawnictwo „Znak”, 2008.
20 » Więcej o pielgrzymkach medialnych w: S. Reijnders, Miejsca wyobraźni: etnografia wycieczek śladami telewizyjnych detek­tywów, tłum. J. Radziszewska, „Tematy z Szewskiej” 2010, nr 5, s. 59–68.
21 » J.C. Goldfarb, Polityka rzeczy małych. Siła bezsilnych w mrocznych czasach, tłum. U. Lisowska, K. Liszka, A. Orzechowski, Wrocław: Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, 2012, s. 3.

_________________________________________________

W tym miejscu z powodzeniem można zakończyć tekst antropologiczny. Z mojego punktu widzenia jest to jednak miejsce, od którego prawdziwa radość tworzenia dopiero się zaczyna. Nie jest tajemnicą, że od wielu lat antropologia w wydaniu akademickim „jest mało atrakcyjna: i dla wykładowców, i studentów”22. Z moim przyjacielem po fachu napisaliśmy kiedyś artykuł-manifest, w któ­rym dowodziliśmy, że współcześnie należy humbugizować antropologię23, co z jednej strony pozwoli nam odważniej niż do tej pory szukać sposobów popularyzowania naszego specyficznego światopoglą­du, z drugiej – nie pozwoli nam nigdy na zmęczenie rolą naukowca, który zajmuje się tak hermetyczną wiedzą, że nie jest w stanie jej czytelnie wyłożyć ludziom, którzy antropologami nie są. Tym samym uzna­liśmy, że owa humbugizacja jest po to, aby pokazywać/przedstawiać/odgrywać antropologiczne analizy w sposób jak najbardziej współczesny, popularny i atrakcyjny dla odbiorcy. W tym celu antropolog mu­siałby wejść w rolę artysty, który szuka jak najatrakcyjniejszej formy w sposobach opowiadania o świe­cie, lecz ciągle na podstawie „twardych” danych etnograficznych i rzetelnych analiz. To nic innego także, jak realizowanie projektów antropologicznych symultanicznie, na wielu płaszczyznach. Postulowaliśmy zatem, że poza znanym nam już dobrze poziomem tekstu naukowego, powinniśmy również zwrócić się w stronę – zdawałoby się banalną – przestrzeni popularnego odbioru, innymi słowy – w stronę realizacji multimedialnych. Zatem zachęcaliśmy wszystkich tak zorientowanych naukowców-artystów do tego, aby tworzyć teksty intermedialne, czyli łączyć słowo pisane z obrazem i dźwiękiem, co w konsekwencji umoż­liwia tworzenie sieci wzajemnych powiązań i odwołań – swoisty multimedialny hipertekst. W ramach humbugizacji antropologii postanowiłem napisać scenariusz filmu dokumentalnego, sil­nie zdeterminowanego perspektywą antropologiczną, który dotyczyłby żałoby narodowej traktowanej jako wydarzenie medialne odpowiadające fazie liminalnej. W takich przypadkach zawsze bardzo wska­zana jest gotowość do współpracy. Podążając tą drogą, wraz z Iwoną Morozow napisaliśmy pierwszą wersję scenariusza postmodernistycznego filmu dokumentalnego, w którym narratorami są animowa­ne postacie naukowców „mówiących” cytatami ze swoich książek przetłumaczonych na język polski. Ich wypowiedzi oraz ilustracje dokumentalne dotyczące analizy mediów ujęte są w kontekst jednego z gatunków performatywnych24, dzięki czemu możliwe jest zaprezentowanie interesującego nas wyda­rzenia medialnego w formie dużo bardziej atrakcyjnej i przystępnej niż pozwala na to tekst naukowy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że interesująca nas żałoba narodowa stała się wydarzeniem rozpoczy­nającym fazę liminalną dramatu społecznego rywalizujących ze sobą paradygmatów25. W tej bardzo

_________________________________________________

22 » V. Turner, Dramatyczny rytuał i rytualny dramat. Antropologia performatywna i refleksyjna, [w:] Tenże, Od rytuału do te­atru…, s. 147.
23 » Ł. Michoń, M. Pawlak, O humbugizacji antropologii, [w:] F. Wróblewski, Ł. Sochacki, J. Steblik (red.), Antropologia zaanga­żowana (?), Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2010, s. 47–56.
24 » V. Turner, Liminalność i gatunki performatywne, [w:] J.J. MacAloon (red.), Rytuał, dramat, święto, spektakl. Wstęp do teorii wido­wiska kulturowego, tłum. K. Przyłuska-Urbanowicz, Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, 2009, s. 39–74.
25 » Tenże, Gry społeczne i obrzędowe metafory…, s. 23.

_________________________________________________

ważnej fazie dramatu społecznego dochodzi do niezwykle ważnego procesu przywoływania symboli kardynalnych oraz aktywowania narracyjnych schematów mito-logicznych, które przez wiele lat będą determinować myślenie znacznej części społeczeństwa, stając się także ważnym punktem odniesienia dla rywalizujących o władzę paradygmatów, bowiem: Te formy kulturowe zaopatrują ludzi w zestaw wzorców czy modeli będących na pewnym poziomie okresowy­mi reklasyfikacjami rzeczywistości i stosunku człowieka do społeczeństwa, przyrody i kultury. Są jednak czymś więcej niż klasyfikacjami, ponieważ prowokują ludzi do działania i myślenia. Każdy z tych wytworów ma wie­logłosowy charakter oraz wiele znaczeń i jest zdolny do poruszenia ludzi jednocześnie na wielu poziomach26. Przybliżając popularnemu odbiorcy perspektywę antropologiczną w rozumieniu tego, w czym brali udział, lub czego byli świadkami, chcemy przedstawić w przystępnej formie, czym jest i jak działa moc communitas, która: ma tendencję do generowania metafor i symboli, które później są transformowane w zespoły kulturowych wartości; symbole nabierają „społeczno-strukturalnych” właściwości w otoczeniu uwarunkowań ekonomicz­nych i polityczno-prawnych. Ale te kulturowe i społeczno-strukturalne ramy są interpretowane i nakłada­ne przez konkretne indywidua dążące do realizacji własnych celów, ideałów, miłości, nienawiści, władzy27. Zwracając uwagę na teatralny charakter tego typu działań społecznych, chcemy w miarę jasny i czy­telny sposób przedstawić, jak faza liminalna i rodzące się wtedy symbole, wpływają na charakter dra­matu społecznego. Na tym jednak nie koniec. Nasza realizacja filmowa, może – oprócz performowa­nia interesującego nas zjawiska – przyczynić się także do specyficznej stymulacji dramatu społecznego, którego istotny fragment staramy się zrekonstruować w filmie. Mechanizm tej wzajemnej stymulacji bardzo czytelnie obrazuje położona na boku ósemka zapożyczona od Richarda Schechnera28, lecz szcze­gółowo opisana przez Turnera: Dwa półkola ponad horyzontalną linią podziału reprezentują jawny i widoczny obszar życia publicznego, półkola poniżej to rzeczywistość utajona, ukryta, możliwe nawet, że nieświadoma. Lewa pętla wyraża dramat społeczny, s k ł a d a j ą c y się z czterech faz: naruszenia ładu, kryzysu, przywrócenia równowa­gi i pozytywnego lub negatywnego rozwiązania. Prawa pętla reprezentuje jakiś gatunek przedstawienia kulturowego – dla naszych celów przyjmijmy, że jest to dramat sceniczny. Zauważmy, że jawny dramat

_________________________________________________

26 » Tenże, Proces rytualny…, s. 140–141.
27 » Tenże, Od liminalności do liminoidalności w zabawie, przepływie i rytuale, [w:] Tenże, Od rytuału do teatru…, s. 79.
28 » R. Schechner, Performatyka. Wstęp, tłum. T. Kubikowski, Wrocław: Wydawnictwo Ośrodka Badań Twórczości Jerzego Gro­towskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych, 2006, s. 96; V. Turner, Dramaty społeczne i opowieści o nich, [w:] Tenże, Od rytuału do teatru…, s. 118.

_________________________________________________

społeczny zasila utajony obszar dramatu scenicznego; jego specyficzna forma w danej kulturze, w danym miejscu i czasie, nieświadomie lub może przed-świadomie wpływa nie tylko na formę, ale także na treść dramatu scenicznego, dla którego stanowi aktywne, „magiczne” lustro. Dramat sceniczny jest czymś wię­cej niż rozrywką, choć rozrywka zawsze jest jednym z jego istotnych wymiarów, jest metakomentarzem, umyślnym lub nieumyślnym, explicite lub implicite, do głównych dramatów społecznych danej epoki (wo­jen, rewolucji, skandali, zmian instytucjonalnych). Ale to nie wszystko: Jego przesłanie i retoryka stano­wią pożywkę dla utajonej struktury procesualnej dramatu społecznego, co wyjaśnia jego podat­ność na rytualizację. Życie samo w sobie staje się lustrem dla sztuki, żywi ludzie odgrywają swoje życie, dramat sceniczny wyposaża protagonistów dramatu społecznego, owego „dramatu życia”, w najistotniej­sze opinie, wyobrażenia, tropy i perspektywy ideologiczne29. Na koniec chciałbym jeszcze dodać, że do realizacji naszego projektu potrzebna jest nam pomoc fachow­ców, bez współpracy z którymi nie stworzymy takiego filmu, jaki bardzo byśmy chcieli. Dlatego też, gdy po­wstanie gotowa ostateczna wersja scenariusza, będziemy starali się znaleźć artystów wśród animatorów, montażystów, muzyków, którzy chcieliby z nami zrealizować ten projekt. A póki co, dzielimy się z czytelni­kiem naszymi dwoma pierwszymi etapami eksperymentu przeprowadzonego w ramach humbugizowania antropologii z wykorzystaniem jednego z najpopularniejszych gatunków performatywnych jakim jest film.

Łukasz Michoń

Doktor nauk humanistycznych, artysta, animator. Więcej na stronie www.mechanizmrytualny.pl.

_________________________________________________

29 » V. Turner, Przedstawienie w życiu codziennym, życie codzienne w przedstawieniu, [w:] Tenże, Od rytuału do teatru…, s. 179 (podkreślenie – Ł.M.).

_________________________________________________

Share on Facebook